Muzeum i Archiwum Rodziny Paszyńskich

Rodzina Paszyńskich, Kraków, ok. 1920. Od lewej : Lucjan, Zofia, Wiesław, Maria, Czesław, Helena

Młoda Polska (1890–1918)

Czesław i Stefania Paszyńscy z synem Lucjanem, ok. 1906
Stefania Paszyńska (1888–1917), z domu Czeluśniak, ok. 1910
Nekrolog Stefanii Paszyńskiej, 1917
Antonina i Reinhold Issmerowie, ok. 1908

Most. Małżeństwo, które łączyło dwa brzegi (świadectwo prawnuka Kazimierza Bardzika)

Według relacji mojej Babci, jej rodzice, a moi pradziadkowie spotykali się przy dawnym moście podgórskim, łączącym wyloty ulic Mostowej (Kazimierz) i Brodzińskiego (Podgórze). Było to ich stałe miejsce spotkań przed ślubem.

Mój Pradziadek, mieszkaniec Miasta Krakowa, mężczyzna wówczas ok. 40-letni, czekał tam na pannę pobożną i stateczną, ładną brunetkę, nie pierwszej młodości (w 1906 roku, kiedy te spotkania prawdopodobnie miały miejsce, miała 35 lat) i niezainteresowaną zamążpójściem. Ta rezerwa spowodowana była być może nieudanym małżeństwem rodziców i niełatwym życiem wielodzietnej rodziny. Pradziadek czekał tam, przy moście na moją przyszłą Prababcię po pracy, popołudniu, ponieważ pobożna panna chodziła regularnie na nieszpory do kościoła na Skałce. Mieszkała w Podgórzu, przy ulicy Krakusa, z matka i rodziną, musiała więc przejść przez most na kazimierską stronę. Wierne, regularne zapewne wyczekiwanie Pradziadka przy moście, oferowane towarzystwo i opieka nie były, jak można sądzić, niemiłe, bo po początkowym wzbranianiu się wybranki Pradziadkowie pobrali się w 1908 roku i doczekali dwóch córek.

Byli ludźmi z odległych stron. Ojciec mojego Pradziadka – Rajnolda (Reinholda) Issmera –  był Niemcem, który przyjechał do Poznania za chlebem. Ożenił się w Polsce, spolszczył, a jego dzieci stały się polskimi patriotami, co zweryfikowała pierwsza i druga wojna światowa. Rodzina Rajnolda mieszkała w Kaliszu, a on sam znalazł się w Krakowie po ucieczce z Kongresówki przed kolejnym poborem do rosyjskiego wojska, jaki rozpoczął się w chwili wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej. Miał już za sobą pięcioletnią służbę w rosyjskim wojsku na Kaukazie i nie uśmiechała mu się powtórka. Był szewcem, cholewkarzem i takiej pracy szukał w Krakowie. Pracował dla właściciela „składu obuwia” przy ulicy Floriańskiej, Jana Rebsza, który pochodził z Podgórza. Rebsz był bratem matki jego przyszłej żony, mojej prababci, Antoniny Taborskiej. Rajnold musiał więc przez Rebsza poznać Antoninę. Spotkania przy moście nie były, jak sądzę, wynikiem przypadku. 

Rajnold szybko usamodzielnił się i prowadził dobrze prosperujący zakład szewski przy Floriańskiej, a później przy ulicy Św. Gertrudy. Był na tyle zamożny, że kupił własną kamienicę i wyposażył córki, które powychodziły za mąż. Życie jego i żony zatoczyło krąg, bowiem na starość (w 1939 roku miał 73 lata) po niepowodzeniach finansowych, bez emerytury, wrócili do tańszego Podgórza, wynajmując mieszkanie przy ulicy Lwowskiej. Stamtąd Babcia zabrała ich do siebie, do swojego mieszkania, na Krzemionki, na plac Lasoty. Tam ja także mieszkałem do 8 roku życia.

Miejsce gdzie był kiedyś most podgórski, osamotnione, nieprzydatne przyczółki w bulwarach zawsze robiły na mnie silne wrażenie. Oczywiście działały wspomnienia rodzinnej historii. To, że most już nie łączył brzegów Wisły wydawało mi się symbolem przemijania. Znakiem odchodzenia ludzi, czasu ich życia, ich spraw, uczuć i zamiarów. Fotografując to miejsce starałem się zawsze wyeksponować wysokie topole na podgórskim brzegu, niemych świadków przemijania. Majestatyczne i niewzruszone, potęgowały nostalgię tego miejsca, nadawały mu wymiar prawie sakralny. Szkoda, że zostały wycięte…

Kazimierz Bardzik
(powyższa relacja pochodzi ze zbiorów Muzeum Podgórza)

„Fotografując to miejsce starałem się zawsze wyeksponować wysokie topole na podgórskim brzegu, niemych świadków przemijania. Majestatyczne i niewzruszone, potęgowały nostalgię tego miejsca, nadawały mu wymiar prawie sakralny. Szkoda, że zostały wycięte…”. Kazimierz Bardzik. Fotografia z lat 90., zbiory Muzeum Podgórza
"Magazyn obuwia". Reklama prasowa zakładu obuwniczego Reinholda Issmera. Wcześniej firma należała do stryja jego żony Antoniny, Jana Rebsza. W okresie największej prosperity istniało kilka filli a Reinhold Issmer zakupił własną kamienicę w Krakowie
Zdjęcia z lat 20-tych XX wieku z widokiem kamienic przy ulicy Floriańskiej gdzie Jan Rebsz (stryj Antoniny) miał sklepy (warsztaty) obuwnicze, w których pracował Reinhold, a po śmierci Jana przejął interes rodzinny. W późniejszych reklamach prasowych często występuje zwrot "Rajnold Issmer (dawniej Jan Rebsz)". Zbiory Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego. Dzięki uprzejmości K. Bardzika
Zofia Paszyńska z domu Issmer (1909-2005) w dniu swojej Pierwszej Komunii Świętej. Kraków, ok. 1918.

Dwudziestolecie (1918–1939)

Czesław Paszyński (1881–1945), urzędnik m. Krakowa, 18 czerwca 1939. Detal fotografii
Czesław Paszyński z drugą żoną Zofią, z domu Orlecką, synem Jackiem i wnukiem Andrzejem, 18 czerwca 1939
Czesław Paszyński z rodziną, 18 czerwca 1939
Karta z albumu Rodziny Paszyńskich. Po prawej Czesław Paszyński z żoną Zofią (z domu Orlecką), z synem Jackiem i wnukiem Andrzejem. Po lewej u góry: syn Czesława, Lucjan Paszyński z żoną Zofią (z domu Issmer). Poniżej po lewej: siostra ojca Zofii, Rajnolda Issmera, Maria Rybarkiewicz (z domu Issmer) z mężem Władysławem Rybarkiewiczem i córką Wandą. Dzieci tej pary zginęły tragicznie podczas wojny - widoczną na zdjęciu Wandę zabili Niemcy; syn Stanisław został zamordowany w Katyniu; tylko Kazimierz jako jedyny z rodzeństwa przeżył. Rodzina zamieszkiwała w Wieluniu, gdzie Kazimierz był rządcą majątku szlacheckiego
Zdjęcie ślubne Wiesława i Marii Paszyńskich, Kraków, lata 30. XX wieku
Wanda Issmer (po mężu Sosińska). Dokument poświadczający wydanie nowego dowodu osobistego, Kraków 1937
Zofia Paszyńska z domu Issmer (1909-2005). W 1930 roku poślubiła Lucjana Paszyńskiego. Dokument poświadczający wydanie nowego dowodu osobistego, Kraków 1936
Karta ślubna informująca o zawarciu sakramentu małżeństwa między Zofią Paszyńską z domu Issmer (1909-2005) i Lucjanem Paszyńskim (1905–1942), Kraków 1930
Małżonkowie Zofia i Lucjan Paszyńscy na Zamku Tenczyn (w tle pozostałości kaplicy zamkowej), lata 30.
kpt. Lucjan Paszyński (1905–1942). Krakowski urzędnik, oficer Wojska Polskiego, zginął za Ojczyznę (Auschwitz 1942, nr obozowy 32553). Bohater dwóch książek ("Ludzie z marmurowej tablicy", 1982 i "Ciągle czekają z obiadem", 1987), upamiętniony na tablicy pamiątkowej w Urzędzie Miasta Krakowa. Z Zofią Issmer (ślub 1930) miał troje dzieci: Andrzeja, Ewę i Wojciecha (I). Uprawiał szermierkę

II Wojna (1939–1945)

Lucjan Paszyński w młodości; poniżej jako więzień niemieckiego obozu Auschwitz
W hołdzie bohaterom krakowskiego grodu, którzy zginęli z rąk niemieckiego najeźdźcy. Wroński T., Albrecht J., Ludzie z marmurowej tablicy. Pracownicy Zarządu Miejskiego w stołeczno‑królewskim mieście Krakowie, którzy polegli lub zginęli z rąk okupanta w latach 1939‑1945, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982.
Dedykacja Urzędu Miasta Krakowa dla uczczenia pamięci kapitana Lucjana Paszyńskiego, który poległ walcząc o wolną Polskę. Źródło: Wroński T., Albrecht J., Ludzie z marmurowej tablicy. Pracownicy Zarządu Miejskiego w stołeczno‑królewskim mieście Krakowie, którzy polegli lub zginęli z rąk okupanta w latach 1939‑1945, Kraków 1982.
Biogram poświęcony pamięci Lucjana Paszyńskiego, który poległ walcząc o wolną Polskę. Źródło: Wroński T., Albrecht J., Ludzie z marmurowej tablicy. Pracownicy Zarządu Miejskiego w stołeczno‑królewskim mieście Krakowie, którzy polegli lub zginęli z rąk okupanta w latach 1939‑1945, Kraków 1982, s. 219.
W hołdzie bohaterom krakowskiego grodu, którzy zginęli z rąk niemieckiego najeźdźcy. Noskowicz-Bieroniowa H., Ciągle czekają z obiadem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987.
Rozdział poświęcony pamięci kapitana Lucjana Paszyńskiego, który poległ walcząc o wolną Polskę. Źródło: Noskowicz-Bieroniowa H., Ciągle czekają z obiadem, Kraków 1987, s. 237-238.
Rozdział poświęcony pamięci kapitana Lucjana Paszyńskiego, który poległ walcząc o wolną Polskę. Źródło: Noskowicz-Bieroniowa H., Ciągle czekają z obiadem, Kraków 1987, s. 237-238.
Tablica pamiątkowa w Urzędzie Miasta Krakowa honorująca kapitana Lucjana Paszyńskiego, pośród innych krakowskich urzędników, który polegli walcząc o wolną Polskę. Źródło: Noskowicz-Bieroniowa H., Ciągle czekają z obiadem, Kraków 1987.

Zaskoczenie Niemców było zupełne. Akcję odbicia polskich więźniów przeprowadzono bez jednego wystrzału! Tego czynu dokonała zaledwie garstka żołnierzy, 15 stycznia 1945 roku ratując 42 polskich patriotów. Nikt z ocalonych już nie żyje. W 2004 roku odszedł Jacek Paszyński, ps. „Wiarus”, nie ma także wśród nas Tadeusza Studzińskiego ps. „Kurzawa” – głównych bohaterów tego mało znanego epizodu II wojny światowej.

Kiedy klęska Niemców wydawała się kwestią czasu, wycofujący się okupant dokonywał ostatnich aktów bestialstwa, których celem było już tylko zatarcie śladów przerażających zbrodni. Tak miało być także w Zakopanem. Dla pojmanych partyzantów Niemcy przygotowali już groby, co nie dawało złudzeń co do przeznaczonego im losu. Dlatego zimujący w Zakopanem pluton AK „Kurniawa”, z oddziału „Chełm”, podjął decyzję o niezwłocznym odbiciu więzionych żołnierzy oraz innych przetrzymywanych osób.

„Przewieźli więźniów z katowni „Palące” na Nowotarską” – niespodziewana informacja o transporcie więźniów wpłynęła do sztabu Armii Krajowej. Była to długo oczekiwana szansa uwolnienia pojmanych przez okupanta kolegów.

— Potrzeba mi sześciu ludzi do tej operacji — zwrócił się kpt. (późniejszy płk.) inż. Tadeusz Studziński (ps. „Kurzawa”) do żołnierzy swego oddziału. — Odbijemy naszych.

Była zima 1945 roku, styczeń. W celach przy ulicy Nowotarskiej 37 w Zakopanem 42 uwięzionych (w tym: 39 żołnierzy AK) oczekiwało na swój „smutny koniec” – jak po latach wspomni Jacek Paszyński. Był on wtedy wśród nich, jeden z niezłomnych partyzantów pojmanych przez Niemców. Do zaplanowanej egzekucji (zbrodni wojennej de facto i de iure) pozostały godziny. Nie było czasu do stracenia.

Polscy żołnierze starannie planują akcję.
— Niemcy mają swój specjalny system – tłumaczy kapitanowi „Kurzawie” jeden z informatorów. — Trzeba zadzwonić dwa razy, wtedy otworzą.

Dowódca oddziału decyduje się wykorzystać te informacje.

Po zapadnięciu zmroku polscy żołnierze zbliżają się do więziennej bramy. Ulice są opustoszałe, a lampa nad wejściem szczęśliwie nie działa. Dwa razy dzwonią Polacy, by uśpić czujność niemieckich strażników. Panuje jednak przeraźliwa cisza. A nuż Niemcy dowiedzieli się o akcji, a teraz oczekują z zasadzką? W serca żołnierskie wkrada się niepokój. Wreszcie szurają ciężkie niemieckie buty.

— Wer ist da? [Kto tam?] — głos niemieckiego strażnika jest nieufny. Wreszcie bez pośpiechu otwiera więzienną bramę. Teraz albo nigdy! Akowcy z całej siły napierają na drzwi i wpadają do środka.
— Hände hoch! [Ręce do góry!] — krzyczą hurmem. Całkowicie zaskoczeni Niemcy rozstępują się w popłochu. Strażnicy zostają natychmiast spacyfikowani. Nie mieli nawet czasu dobyć broni. To wielki sukces operacji, przeprowadzonej błyskawicznie i bez żadnych niepotrzebnych ofiar. Kolejno otwierane są cele więzień. Nagle słychać wołanie z głębokości lochów piwnicznych.

— Kurzawa! To ja, Wiarus! Otwierajcie! — to uradowany Jacek Paszyński poznaje głos swego kapitana — Wiedziałem, że przyjdziecie!
Radości nie ma końca, nie może jednak przyćmić zdrowego rozsądku. Pod osłoną nocy 42 ocalonych zostaje przetransportowanych do kwatery we wsi Ciche, gdzie mogą bezpiecznie doczekać zbliżającego się wielkimi krokami końca najstraszliwszej z wojen.

Akcja w Zakopanem przeszła do historii jako jedna z największych drugowojennych operacji przeprowadzonych przez AK w polskich górach. Pamięć o niej jest pieczołowicie kultywowana przez zakopiańskich górali. W stolicy Podhala co roku mieszkańcy oddają część bohaterom tego mało znanego, ale przecież niebagatelnego epizodu wojny.

Wojciech Paszyński
(Źródła: Jacek Paszyński, ps. „Wiarus”, Adam Leśniak, ps. Puchacz, Łukasz Razowski, https://z-ne.pl/s,docid,40502,akcja_bez_jednej_kuli.html; Gazeta Krakowska – www.gk.pl – 2010/01/22, https://podhale24.pl/rozmaitosci/artykul/5101/64_lata_temu_partyzanci_AK_quotKurniawaquot_uwolnili_z_zakopianskiego_wiezienia_42_osoby.html)

III Millenium 2023. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Pożegnanie Jacka Paszyńskiego, kpt. WP i AK, ps. „Wiarus” (1924–2004). Uroczysty pogrzeb z wojskową asystą honorową na Cmentarzu Rakowickim

Jacek Paszyński, podczas okupacji niemieckiej żołnierz oddziału AK Kurniawa, opowiada o akcji odbicia 42 osób z więzienia przy ulicy Nowotarskiej w Zakopanem 15 stycznia 1945 roku. Wypowiedź z 2003 roku.

Czesław Paszyński na ostatniej znanej fotografii. Kraków, ok. 1945

PRL (1945–1989)

Po lewej: Ewa Paszyńska. Po prawej, u góry: Ewa i Andrzej Paszyńscy na sankach. Na dole po prawej (w kapeluszu): ich mama, Zofia Paszyńska, wdowa po Lucjanie Paszyńskim
Ewa Bardzik, z domu Paszyńska, podczas Pierwszej Komunii Świętej
Na zdjęciu w środku: Ewa Bardzik, z domu Paszyńska, w dzieciństwie. Fotografia u dołu: Ewa i Wojciech (I) z mamą Zofią Paszyńską
U góry, po lewej: Wanda Sosińska z synem Januszem; po prawej Janusz z siostrą Anną; na dole: Zofia (pośrodku), Wiesław i Maria Paszyńscy
Wojciech I Paszyński (1941 – 1985) jako kilkuletnie dziecko

III Rzeczpospolita (1989–)

Grobowiec Paszyńskich na krakowskich Rakowicach. Miejsce wiecznego spoczynku Czesława, Stefanii, Zofii, Lucjana (cenotaf, grób symboliczny) i Jacka
Grobowiec Paszyńskich na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie
Tablica nagrobna Czesława Paszyńskiego i jego małżonki Stefanii z Czeluśniaków. Cmentarz Rakowicki